Hiszpania – plusy i minusy życia w kraju wiecznej sjesty

Większości wyprowadzka z zimnej Polski na południe Hiszpanii może kojarzyć się ze Złotym Graalem. Wiadomix, ciepły klimat z morzem w tle fajna sprawa, natomiast w tym poście pokażę Wam te ciemniejsze strony, które warto rozważyć biorąc pod uwagę migrację w kierunku Andaluzji. Zaznaczam bardzo mocno, że post ten w żaden sposób nie ma na celu urażenia miłości hispanofilów. Jest po prostu czystym podsumowaniem osobistych doświadczeń, które oczywiście mogą się różnić w innych regionach.

  1. W i l g o t n o ś ć. Osobiście jestem zwolennikiem tropików i w zestawieniu z zimą, zdecydowanie przychylniej skłaniam się ku słońcu, palmom i morzu. Mieszkanie na południu nauczyło mnie zaś szerszego spojrzenia na klimat. Mianowicie, w okresie lipiec-październik, wilgotność w obrębie La Linei, Gibraltaru i pochodnych dobija nawet do 98%. Pranie gnije, 5 minut po wyjściu z domu płyniesz, zaś nockę proponuję spędzać w wannie z wodą o temperaturze Arktyki. Rozważając wynajem mieszkania, koniecznie idźcie w klimę. Nie dajcie się zwieść tekstom typu „nieeeeee, większość mieszkań nie jest wyposażona tu w klimatyzację”. Ś c i e m a. Have some mercy to yourself.
  2. U s ł u g i. Mentalnie trzeba się nastawić na marnotrawienie własnego czasu. Przykład: jeżeli umawiacie się na założenie Internetu, tudzież zamawiacie kuriera, nie liczcie, że przyjedzie on w określonym dniu. Nope. Zawita (o ile w ogóle) wtedy kiedy mu się zachce.
  3. J ę z y k. Pamiętajcie, że odnoszę się do regionu, w którym przyszło mi bytować, więc sytuacja może się różnić w zestawieniu z większymi miastami. Jest to swojego rodzaju pośredni minus natomiast tutaj myślę sobie, że nie można mieć tego Hiszpanom za złe, bo jednak to my wprowadzamy się w ich kulturę. Mianowicie chodzi o język. Część hiszpańska w obrębie Gibraltaru angielskiego nie wyznaje. Niestety. Nie. Hotele czy też polecane restauracje – nie przejdzie. Warto przeprowadzać się chociaż z podstawową znajomością hiszpańskiego tak, żeby skomunikować się czy to w sklepie czy w knajpie. Polecam bardzo.
  4. P r ą d. Hiszpanie centralnego ogrzewania nie znają, bo przecież tu wieczne lato w związku z czym, w okresie zimowym ogrzewają się klimatyzacją/piecykami na kontakt. Wodę grzeje się elektrycznymi bojlerami. No i tu bardzo istotny punkt. Jeżeli mieszkanie nie jest wyposażone w gaz, trzeba liczyć się z bajońskimi rachunkami za prąd. Wydawało Wam się, że płacicie złotem w Polsce? Mieszkając w Andaluzji, średnio w okresie zimowym wyskakiwałam ze 140-15o euro miesięcznie za sam prąd, gdzie i tak próbowałam przycebulić i sypialnię (nie mieszkanie) grzałam chwilę przed spaniem. No było srogo. PSki. Przez wcześniej wspomnianą wilgotność, większość mieszkań ma podłogę z kamienia, nie z drewna, więc Syberia welcome to.
  5. M e n t a l n o ś ć. Hiszpanie są narodem głośnym. Lubią krzyczeć, lubią kręcić awanti na całą dzielnię. Tak już jest i trzeba to pokochać nawet jeżeli kończy się to nocnymi seansami inosmni ze względu na celebrację życia o 2 w nocy pod naszym balkonem.

I nie zrozumcie mnie źle. Hiszpania ma wiele do zaoferowania. Ludzie w większości są wspaniali i otwarci, a pojęcie stresu nie istnieje. Nie kumasz po hiszpańsku? No to jedziemy na migi. Tapaski to złoto tyle, że warto sprawdzić wcześniej polecane miejscówki, a wino za 1,5e wynagradza wszelkie smutki i ogrzewa zziębniętą duszę. + świeże szparagi dostępne cały rok. Warto jednak mieć w głowie mikro dystans co by odpowiednio przestawić się na życie w innej kulturze.

Dodaj komentarz