Styczniowa Majorka – miejscóweczki

Muszę Wam przyznać moi mili, że wyjazd ten był jednym z większych zdumień w czasie wszystkich ostatnich mych wojaży. N A J L E P S Z Y prezent urodzinowy ever. Majorkę zawsze omijałam bardzo szerokim łukiem, kojarzyła mi się raczej z klimatem brudnych, zatłoczonych plaż i hotelowych przybytków w przytłaczającej liczbie na przypadający metr kwadratowy. Nic bardziej mylnego! Odszczekuje wszystkie swoje podłe zarzuty, a Wam podrzucam parę pięknych miejsc, których ominąć będąc na wyspie – wręcz nie przystoi!

1. Palma, że właśnie stolica. Wydawać by się mogło, że skoro to epicentrum wyspy to uroku będzie brak. A tu nic bardziej mylnego. Warto przeznaczyć z 1 dzień na zwiedzanie. Niesamowite widoki, piękna architektura i multum pysznego jedzenia.



A jak już zgłodniejecie, bardzo polecam Thai Style zlokalizowane przy Carrer Menorca 18. Boskie tajskie jedzenie. Warto jednak z wyprzedzeniem zarezerwować stolik nawet po sezonie, bo zwykle knajpka wypełniona jest po brzegi.

Jeżeli z tajskim Wam nie po drodze, warto też sprawdzić japońskie reko. Jako, że sushi miłuję całym sercem (a, że mieszkam w Hiszpanii to akurat za tapasami nie tęsknię), wylądowałam w Shogunie przy Carrer Camilo Jose Cela 14. Ceny bardzo rozsądne szczególnie, że można zamawiać połówki porcji, a smakowo bardzo fajnie. Co prawda daleko temu sushi do tego, które znam z moich ulubionych punktów w Warszawie, jednak jak na hiszpańskie możliwości – naprawdę dobre rozwiązanie.

Na wieczór z kolei warto sprawdzić Polka Bar zlokalizowaną na Avinguda de Joan Miro 16. Z bólem serca przyznaję – nie udało mi się sprawdzić czy nazwa konotacje swe zawiera w polskim pochodzeniu. Miejsce samo w sobie – nie do podrobienia! Z głośników płyną hity lat ’80, lampka wina prawilnie wypełniona do 3/4 granic, zaś sama właścicielka – najlepsza na świecie!

2. Valdemossa. Urokliwe miasteczko położone wśród gór Sierra de Tramuntana – około 20 minut jazdy samochodem z Palmy. Niesamowity klimat, przepiękna architektura.

3. Bajkowy Port de Soller. Portowe miasteczko z widokiem na przystań. Perfekcyjny wybór na lampkę wina w romatico okolicznościach.

4. A jak już nacieszycie się Port de Soller, po drodze warto zajechać do Deia. Droga co prawda mocno po.ebana, ale w moim przypadku wystarczyło zrezygnować z korekcji wzroku w postaci okularensów i po sprawie 😀 Nie ma dramatów, ale jest wysoko i kręto także cykorom mojego pokroju polecam butlę prosecco na drogę.

O plażach zrobię Wam osobny post, bo to jest dopiero sztosik. Na zachętę zostawię tylko jedno z ujęć, które pyknęłam na mocno dzikiej i chyba średnio legalnej miejscówce 😉 Na Instagramie znajdziecie ciut więcej ujęć pod hashtagiem #whereismaimallorca – bardziej to robię dla własnego porządku, ale może i Wam się to przyda. Do miłego!

Dodaj komentarz