Co zobaczyć w Lizbonie?

Dzisiaj wrzucę Wam trochę ujęć z Portugalii. O Lizbonie marzyłam już zdecydowanie za długo natomiast przez parę zawirowań, temat wyjazdu odkładałam w nieskończoność. Anyways, w końcu się udało, a niżej znajdziecie parę punktów z lizbońskiej mapy, które skradły moje serce.

Cała architektura miasta jest nie do opisania. To co mnie osobiście ujęło to płytki, płyteczki – stały element portugalskich zabudowań.

Totalny m u s t h a v e do zaliczenia to według mnie punkt widokowy przy pomniku Cristo Rei. Człowiek łapie mały mind fuck w pierwszej chwili, bo wjeżdża na górę, a tu – pomnik rodem z Rio de Janeiro w połączeniu z mostem z San Francisco. Halko czy ja aby na pewno w Lisboa? Widoki z tego punktu wbijają w ziemie, a jak jeszcze uda Wam się złapać tęczę to już w o ogóle. Polecanko bardzo mocno.

Trzeba pamiętać, że Lizbona to jednak wiecznie pod górę, więc po przejściu tych 4327482377643 kilometrów, o żywieniu się zapominać nie wolno. Z takich moich sztosów, które to poznałam dzięki Magdzie z The Travelling Onion jest Pistola y Corazon, Rua da Boavista 16. Pyszna meksykańska knajpka ze wspaniały tacosami + nachosami podawanymi z 6 salsami. Ale, ale! Warto wpadać równo o 12, bo miejsce jest maleńkie i wbija tu multum osób co czasami może skutkować staniem w kolejce. Co by nie było – w a r t o.

Warto również sprawdzić Nicolau na Rua Sao Nicolau 17. Tutaj też pamiętajcie o wizycie w strategicznych godzinach, bo ja tam poszłam na spontanie i … skończyło się czekaniem w godzinnej kolejce. W normalnych okolicznościach, po 15 minutach stania pewnie bym odpuściła, ale że w międzyczasie zaczęło padać (padać to w zasadzie bardzo dyplomatyczne określenie jak na sztorm), rozsądniejsze wydało się pozostanie w tłumie pod daszkiem.

Jak już zaliczymy lunch w wersji wytrawnej, czas i pora na pasteis de nata! A jak pasteis de nata to obowiązkowo te z Pasteis de Belem. Obłędne, praktycznie nie do podrobienia. Tu Was wyjątkowo raczę zdjęciem nie swoim, bo mi coś kadr nie wyszedł. P j o n a dla Lifestyle by Amelia (klik!), która poratowała mnie swoim genialnym ujęciem w trakcie naszego grzeszenia w owym miejscu. Swoją drogą poważnie sprawdźcie profil Pauliny, bo Hiszpanię i Portugalię to zna genialnie.

Potem to już zostaje tylko delektowanie się Belem. Przejdźcie się wzdłuż Muzeum Archeologii, zaliczcie Torre de Belem, a w drodze powrotnej wpadnijcie do LX Factory, w którym serwują jedne z lepszych serników jakie jadłam. Opór dobre. Na koniec warto zahaczyć, o którychś z punktów widokowych, bo widoki urywają.

Więcej zdjęć możecie obczaić na Insta także no – zapraszajU 🙂

 

Dodaj komentarz